czwartek, 31 marca 2016

31.03.2016

Co za dzień... Od rana coś, szlag mnie trafił, bo coś mnie podkusiło i zgodziłem się na to, by Kajka pojechała do przedszkola na hulajnodze. Idiota, wymyśliłem, że może być szybciej - w rezultacie przybyłem ok. 10 minut później, oczywiście z hulajnogą w rękach. Spociłem się, zmęczyłem, szlag. Potem lekcje - na szczęście miałem dwa testy, to jakoś przeszło. Po lekcjach rzuciłem się do centrum obejść jedną z tras z aparatem, aby przewodnik mógł wyjść, udało się. Jeszcze zdążyłem zjeść placek po zbójnicku i wróciłem do pracy. Zrobiłem sympatyczne zebranie wyjazdowe do Włoch oraz poprowadziłem zebranie kolonijne - nagadałem się za wszystkie czasy! Wróciłem do domu przez Chmielarnię, bo potrzebowałem wsparcia. W domu ciągle temat braku etatu u Gosi i marudzenia w temacie, mam po woli tego dosyć. Odpocząć poproszę.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz