piątek, 4 marca 2016

04.03.2016

Wstałem o 6:30, nieco zdziwiony, że Gosia poderwała się w tym samym czasie - 6:40 miała autobus... Ale po co wstać z budzikiem, jak można go wyłączyć i wrócić do wyrka? Zapisałem młodą do doktor - ostatni numerek wyciągnąłem, na szczęście godzina była taka, że babcia poszła z młodą, a ja miałem 30 minut spokoju - bardzo cenne! W pracy pierwsza lekcja przeszła bokiem - spotkanie z Ewą również, bo nie miała głowy po wczorajszych wydarzeniach. Potem test i w sumie się nie napracowałem. Poszedłem do Nikosia, zjadłem obiad, zrobiłem zajęcia z Moniką, odebrałem paczkę z poczty, przespacerowałem się i wróciłem do domu. Chyba znowu ciśnienie rośnie, bo mi wali w dekiel... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz