piątek, 25 marca 2016

25.03.2016

Co za podły dzień w sumie... Pobudka o 6 rano, ale i tak musiałem iść do lekarza z zatokami i ciśnieniem. Dostałem baterię leków, geriatria zupełna. Potem zakupy, zrobiłem obiad i pozmywałem dwa razy, poszedłem na spacer z młodą, bo Gosia "musiała robić ciasta i prasować" - łaziliśmy po Bemowie, oglądaliśmy helikoptery, jak startują, zajęło nam to ze 2 godziny. A ona? Łaziła po sklepach. Kupowała upomineczki. Oczywiście sam młodzież wykąpałem, zrobiłem kolację, nawet zdążyłem udać się do sklepiku kościelnego, ale kobity nie było i nie wiem, co z książką. Usiadłem wieczorem, a ta oczywiście w szale: prasować skończyła o 19 (zaczęła o 12, tylko ciągle robiła coś innego: gadała przez telefon, oglądała księdza Mateusza itp), ciasta robiła do 22:30 i z pretensją do mnie, że jej nie pomagam. Normalka. Nie znoszę przedświątecznych idiotyzmów.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz