piątek, 18 marca 2016

18.03.2016

Fajnie, że młoda idzie do przedszkola, żona do pracy - mam 2 godzinki świętego spokoju. Dwie lekcje minęły błyskawicznie - najdłuższy był dyżur na korytarzu... Potem Nikoś, a idąc załatwić hotel okazało się, że nie mam kluczy - musiałem wrócić się do pracy, bo zostawiłem je w szafce - sklerotyk cholerny. W hotelu okazało się, że słabo jest już z pokojami, ale może się coś uda zrobić. Zjadłem, poszedłem do Das Bier i wróciłem sobie do chałupy po woli. Wieczorem znowu Gosia się wypięła, poszła spać, a ja sam obrabiałem Kajkę - i kąpiel i obróbkę i usypianie. Szlag mnie trafia, bo chciałaby drugie, ale zajmować się już mniej, bo 'zmęczona'. No kurwa.    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz