środa, 30 marca 2016

30.03.2016

Wstałem nieprzytomny. Młoda obudziła mnie o 4:30, wyjąc o pandę. Przyniosłem. Siku. Wysadziłem. Majtki przeszkadzają. Poprawiłem. Bujałem się z nią pół godziny, jak wreszcie się odłożyłem, to kwadrans później znowu wyła - zgubiła pandę. Rany. Koło 6 zasnąłem - o 6 pobudka - Gosia nie wyłączyła budzika, mimo, że szła na 11:40. Szlag. Kiedy zdążyłem przysnąć po raz kolejny, zadzwonił mój osobisty budzik - czas wstawać. Szlag. Łeb mnie bolał, Gosia walczyła z walizką, zamiast przygotować młodą, chciałem wyjść z domu, a ona jeszcze chce się zabrać za prasowanie jej bluzy. Za pięć ósma! Szlag. Potem znowu jest, że jestem nerwowy. Lekcje jakoś przeszły - miałem dwa przygotowania do testu, więc jakoś przeszło, a u mnie na lekcji byli ludzie z Granny. Nie miałem Iwa, więc wymyśliłem, że skoro jest piękna pogoda, skoczę popstrykać zdjęcia do przewodnika - ale kiedy skończyłem z Asią, zaczęło padać. Szlag. Odebrałem sto kilo płyt i wróciłem do domu.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz