wtorek, 29 grudnia 2015

29.12.2015

O 7 obudził mnie kurier - wreszcie walizka! Tylko czemu tak rano? Do 13 się pozbieraliśmy, zjedliśmy jakiś obiad na szybko i wreszcie wyruszyliśmy do domu - mądrzenie się teściowej już mnie mocno irytowało. W autobusie Kajka pod koniec zaczęła rozrabiać, po czym w Łomiankach... zasnęła. I oczywiście przy budzeniu była awantura. Wróciliśmy taksą, bo tyle tobołów mieliśmy, że szok. Pod blokiem odpadło mi kółko od zmęczonej życiem walizki, po czym przyszła nowa - taka na kilka lotów samolotem... Ogarnęliśmy, rozpakowaliśmy, łeb mnie rozbolał od tej podróży... Spokój, nareszcie w domu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz