wtorek, 15 grudnia 2015

15.12.2015

Ale dzień, niech to... Obudziła mnie żona z pytaniem, czy wiem, że mam zastępstwo na drugiej godzinie. A ja zaczynam od czwartej i nic nie wiem... Ok, załatwiłem zmianę. Młoda poszła do przedszkola, ja pojechałem do pracy i się zaczęło. Po dwóch godzinach zadzwonił kurier, okazało się, że 10 paczek to on nie weźmie, bo papierki trzeba robić itd, a odbiorca jest na Bielanach. Wszystko pomylone, szlag mnie trafił. Zostawiłem dzieci, zacząłem latać za pudłami, udało mi się znaleźć trochę i zmieściłem wszystko w czterech paczkach, ufff. Wyrobiłem się akurat na 14:30, wyleciałem jak z procy, zahaczyłem o czeczeński bar i dotarłem wcześniej na jasełka. Urocze przedstawienie, ubaw czasem po pachy, niektórych zupełnie się nie dało zrozumieć :) Wróciliśmy, to jeszcze poszedłem na zakupy, mam dość. I teraz jeszcze Gosia wymawia mi ten konkurs w czwartek, że to przecież urodziny młodej i jak to, że o której ja wrócę, bo ona przecież ma jeszcze korepetycje o 18:30 (!!!!), więc spędźmy ten dzień razem, bo to urodziny. To ja mam się streszczać, bo ona ma korepetycje. Dobrze wiem, że jest wściekła na to, że musi odprowadzić młodą do przedszkola rano, naprawdę koszmar! Sama ostatnio wracała nawet po zaśnięciu Kajki, wybywała na masaż na pół dnia, a to ja jestem zły, bo idę na konkurs i wrócę wcześniej, niż normalnie. Paranoja.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz