środa, 23 grudnia 2015

23.12.2015

Jakoś się wyrobiliśmy na autobus, podjechaliśmy taksą i zajęliśmy miejsca. Mama się nieco spóźniała - o tyle dziwne, że zawsze przybywa sporo przed czasem. Niunie w dyspozytorni taksówek zapomniały wysłać wozu... Ale ok, dobrnęła. Przelecieliśmy bardzo szybko, w sumie trzy godzinki i już. Teść nas odebrał i zawiózł do chałupy. Trochę było roboty z przygotowaniami, ale z drugiej strony niewiele, tyle, że pomogłem Łukaszowi wnieść sofę do domu. Przy okazji wywiązała się awantura, bo panowie zażądali 20 złych za zniesienie kanapy z ciężarówki na podjazd. Jaja. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz