sobota, 26 grudnia 2015

26.12.2015

Teść mocno rano cierpiał, więc mamę odwiozłem na autobus ja - teść tylko towarzyszył. Wróciliśmy i okazało się, że przyjeżdża Gdańsk - wczorajsza awantura o wpraszanie się gdziekolwiek była niepotrzebna, bo w związku z tym, siedzieliśmy w domu. I dobrze, nie lubię szwendać się po nieswoich ciotkach. Taka z tego korzyść, że nikt mnie po kościołach nie ciągał, bo nie zdążyliśmy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz