sobota, 19 grudnia 2015

19.12.2015

Wstałem jakiś przymulony... I zanim się wydobyliśmy z domu, było po 13. Poszliśmy po choinkę, na spacer i do sklepów, po czym Gosia załatwiła obiad w Lotosie i zjedliśmy w chałupie gotowiznę. Żona rzuciła się w wir sprzątania, ustawiliśmy choinkę i dzień przeleciał nie wiadomo kiedy. Mam taką wenę na przewodnik, że siedzę i dłubię. U mamy gorzej, bo babcia ma zapalenie płuc i pewnie z tego nie wyjdzie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz