piątek, 25 grudnia 2015

25.12.2015

Po śniadaniu nie mogłem się wywinąć od kościoła - na szczęście proboszcz wyrabia się tam w 35 minut. No a potem... Rocznica teściów, czyli obżarstwo i opilstwo. Byli goście, teść się ubzdryngolił dość konkretnie, ja nie bardzo, bo Łukasz polewał Ballantinesa.... Nie lubię, więc ładowałem dużo koli, mało trunku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz