piątek, 11 grudnia 2015

11.12.2015

Jak wstałem, nie było źle. Tyle, że młoda znowu jest jakaś awanturna, znowu podniosła na mnie rękę, źle się to skończy. Poszła do przedszkola, ja ogarnąłem parę rzeczy i przy wyjściu z domu rozszalały się telefony, przez co ledwo się wyrobiłem. Dwie lekcje jak z bicza strzelił, szybki spacer do Nikodema, kurs na pocztę i na obiad, gdzie mnie w Dominosie chcieli oszukać, dając oliwki jako czekadło, a potem każąc za nie płacić - nigdy więcej! Wróciłem przez Akademię, nabywając podręczniki i wróciłem do chałupy, już ledwo ciepły. Nos mnie boli w środku i na zewnątrz, kaszlę lekko, mam dość. A jeszcze jak mam młodą karmić, dostaję szału. Koniec, nie będę dziecka trzyletniego karmił, nie będzie żarła, będzie głodna, w końcu umie posługiwać się łyżką i widelcem. Ufffff. Wieczór spędzam przy przewodniku, miło. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz