wtorek, 22 grudnia 2015

22.12.2015

Jak szliśmy do przedszkola, coś się działo przy przystanku - okazało się, że wpadła kobita pod tramwaj, lazła przez tory pięćdziesiąt metrów od przejścia. To sobie skróciła... Nie zdążyłem nacieszyć się wolnym porankiem, kiedy zadzwonił telefon, żebym skombinował jakiś stroik na imieniny Ewy, to musiałem ze 20 minut wcześniej wyjść i nabyłem wiechcia - podobno przepiękny :) Lekcje ulgowe, wszystko ok, wigilia na przerwie przeleciała... Po lekcjach zostałem na wigilii klasowej - było nawet fajnie, poza kilkoma sztukami, robiącymi wszystko na opak... Ale był tata-Mikołaj i wyszło naprawdę dobrze. Skoczyłem jeszcze na pocztę - paczka na szczęście czekała i nie muszę się stresować, że wróci. W domu pełen szał: ciasta, pakowanie, prasowanie... Przez to musiałem zmywać i robić szarlotkę i oczywiście idziemy spać grubo za późno...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz