czwartek, 10 grudnia 2015

12.10.2015

Ciężko, przeziębienie mnie zabija. Ruszyliśmy razem do pracy, tam udało mi się przeżyć wszystkie lekcje (no, pływaków nie było), załatwić co trzeba i wróciliśmy razem, odebrać młodą. Poszliśmy na obiad do Lotusa, po czym Gosia pojechała na uniwerek, a ja z młodą do sklepu i do domu. Ta, chyba głodna, bo zrobiła wściekłą awanturę w temacie takim, że wejście do sklepu jest nie tam, gdzie powinno... Ryczała jak dzika. Zjadła zupę i jej przeszło, ja za to odpłynąłem... Jak się pozbierałem, to ulepiłem jej kotleciki i nakarmiłem, na szczęście przyszła Gosia, to ją razem ogarnęliśmy, bo ja już sił nie mam. Jeszcze tylko awantura o zdjęcie bluzki i spokój. Kaszlę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz