sobota, 5 grudnia 2015

05.12.2015

Nie jest dobrze. Pobudka już o 7 i potem w biegu - po śniadaniu sklep (na piechotę, bo przecież Korsarz zdechł) i zakupy. Wróciłem za zajęcia Gosi, zrobiłem obiad zjedliśmy i okazało się, że jest już 16. Gardło mnie boli, tragedia. Zacząłem padać, młoda mnie maltretowała zabawą, aż wreszcie położyłem ją spać - znowu sam, bo żona zaczyna od tygodnia umierać tuż przed kąpielą i wszystko robię ja. Obrobiłem sporo papierkowej roboty, mailingu itp.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz