poniedziałek, 7 grudnia 2015

07.12.2015

Boli mnie gardło, niech to szlag. Kajka przylazła o 4 i przez półtorej godziny się kręciła i drapała, myślałem, że mnie utłucze. Spałem ze trzy, świetnie. Odprowadziłem ją wreszcie do przedszkola i ruszyłem komunikacją do pracy. Jakoś dużo roboty, po lekcjach nie zdążyłem nic zjeść, bo od razu rada - dobrze, że moi mieli mikołajki, to coś tam skubnąłem z ciastek i nie umarłem z głodu. W ogóle afera z tymi mikołajkami, bo okazało się, że Amelka ma dwa prezenty, a Amek żadnego - jak to się stało, nie wiem. Zamąciłem, coś dodałem, tam ująłem i poszło, wszyscy coś dostali, uffff... Z rady się urwałem i poleciałem do Asi i wracając pomyślałem, głodny jak cholera, że wdepnę do makdonalda coś wcisnąć na szybko. A tu remont... To polazłem do naleśnika, a co. Wieczorem znów dostałem weny i napisałem sporo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz