wtorek, 8 grudnia 2015

08.12.2015

Wstaliśmy z młodą nieco przed budzikiem i ładnie się wyrobiliśmy. Miałem czas na trochę pisania i słuchania, lubię tak. Lekcje minęły szybko, w czasie okienka załatwiłem milion spraw, a najbardziej wściekła mnie Zosia, bo ten przelew za hotel oczywiście nie poszedł, cholera! Gdybym się nie zapytał, to by nie powiedziała! Po lekcjach, choć przeszło mi gardło, zacząłem odczuwać coraz gorsze przeziębienie. Na kółku były dwie osoby, zamiast wysłać ich do diabła, pojechaliśmy do muzeum karykatury, obejrzeć Tytusa - no dobra, sam chciałem... Ale miałem serdecznie dość i wróciliśmy szybciej, a ja ruszyłem w coraz gorszym stanie odebrać paczkę z inposta i kupić jakieś wspomagacze zdrowotne. Jak wróciłem, dziewczyny jeszcze siedziały u alergologa, przygotowałem się na zebranie i umieram na katar. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz