niedziela, 1 czerwca 2014

01.06.2014

Zabiegany ten dzień strasznie. Rano, po spokojnym śniadaniu, pojechaliśmy na Bródno na festyn rycerski, spotkaliśmy się tam z Szonim i dziewczynkami, Kajka szalała po trawie w losowo wybranym kierunku, ledwo można było nadążyć. Przyjęliśmy na obiad wielką kiełbę z grilla, pożegnałem dziewczyny, wsiadłem do Korsarza i pojechałem na zbiórkę. Droga zaczęła się cudnie, jeszcze w Warszawie Tolka zarzygała siebie, fotel i Zuzkę...  Dzieciaki podjarane strasznie, darły się w autobusie i wieczorem nie pomógł nawet trening. Przy okazji gry w piłkę o mało nie zabiłem niechcący dzieciaka, bo kopnął piłkę, odbiła mi się od nogi i trafiła go prosto w splot... Żyje. Dzieciaki latały do ok. 1, a jak już się położyłem, to jacyś kretyni zaczęli grać hejnały na trąbkach pod oknami... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz