środa, 18 czerwca 2014

18.06.2014

Co za dzień! Ledwo wstałem o 6, pojechałem do pracy i po 3 godzinach na boisku przypomniałem sobie, że zapomniałem winyla, który poszedł na allegro, a koleś specjalnie przyjeżdża, aby go odebrać... Kurde bele. Pojechałem więc na okienku do domu i zdążyłem jeszcze w miarę wcześnie wrócić. Załatwiłem miejscówkę Olgierdowi w Darłówku, zainstalowałem flesza na kompie, aby można było drukować świadectwa, pomogłem koleżankom ogarnąć program do druku, zrobiłem jedną, porządną lekcję, odebrałem gilosze, oddałem płytę, zaniosłem rachunki do dzielnicy, pojechałem co centrum na pocztę i obiad... Dwie godziny zajęło mi łażenie po lasku Bielańskim - nie znalazłem kolektora i mogiły, muszę tam wrócić, psia krew. Na koniec zakupy w Rossmanie, Tesco, tankowanie do pełna i ledwo żyję...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz