sobota, 7 czerwca 2014

07.06.2014

Spaliśmy do 8, choć i tak większość wstała wcześniej. Przed śniadaniem test Coopera, po śniadaniu dopakowanie się i hajda w drogę. Wyrzuciłem Zuzkę na Ochocie, oddałem resztę dzieci, odwiozłem Kasię i zahaczając o kwiaty, pojechałem do domu, gdzie czekali na mnie teściowie. Kajka przyjęła mój powrót dobrze, długo mnie stroiła fochów i wszystko było w normie. Skoczyliśmy do Królikarni, ale tam była impreza i głośny koncert, którego Kajka, a przede wszystkim teściowa nie ogarniały - to pojechaliśmy do ogrodu Saskiego i łaziliśmy do 20. Wypiliśmy darmowe Reddsy i tyle dnia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz