piątek, 20 czerwca 2014

20.06.2014

Ranek był wyjątkowo paskudny - zimno i lało. Gosia pojechała z teściem do szpitala, a ja zostałem sam z Kajką. Czasem nawiedzały nas dzieciaki z góry - ale na szczęście nie tak bardzo. Pomogłem Ryśkowi ogarnąć nowego Mondusa Anielki, bo padł jej akumulator i czekałem na powrót Gosi i dziadka. Po obiedzie zebrałem się i ruszyłem do domu - zajęło mi to 2,5 godziny, mam nadzieję, że policja w Łomiankach nie chciała nic właśnie ode mnie... Zahaczyłem o sklepy i wypoczywam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz