Leje, wieje, jest obrzydliwie. W drodze do szkoły z młodą nie dość, że zmokłem, to jeszcze parasol mi połamało... Swoje lekcje zrobiłem, poszło w miarę szybko, choć oczywiście 6p mnie wymęczyła strasznie. Podrukowałem kartki na zebranie u Kajki i ruszyłem poprzez wichurę i deszcz do domu. Zrobiłem szybko obiad, obdzwoniłem vectrę, sąd i Pytkęsa i poleciałem odebrać młodą z tańców. Wróciliśmy, to Gosia poleciała na zebranie, a ja siedziałem z dzieciakami. O ile z Kajką nie ma kłopotu - odrobiliśmy lekcje, a tu młody zaczął się drzeć. Wreszcie kimnął na chwilę, ale niebawem powrócił, był dość męczący.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz