wtorek, 10 września 2019

10.09.2019

Musiałem pojechać wcześniej, bo przecież miałem się spotkać z typem od niedzielnej imprezy... Odprowadziłem Kaję, pogadałem z rodzicami z jej klasy i ruszyłem do parku Żeromskiego. Zimno jak cholera, a w dodatku zdjęli Alinę z fontanny - i jeden z punktów się rypnął... Omówiliśmy kwestię gry, poszedłem więc do pracy, ale nie udało mi się nic znowu wydrukować, bo wszystkie dyrekcje pracowały nad planem... Lekcje przebrnąłem, spoko. Więc szybko po młodą, obiad i ruszamy do endokrynologa - wprawdzie na razie nic jej nie jest, ale wprowadziła Gosię w dziki wkurw swoim zachowaniem w gabinecie :P Ja jeszcze naprawiłem kółko wózka, zrobiłem nalewkę aroniową i ogarniam szczegóły gry na niedzielę. Przy okazji Mikołaj się wymiksował ze Słowacji - jedzie do Chin z chórem, też bym pojechał... Zamiast tego biorę Maćka. I ok. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz