Od rana, zamiast iść do pracy, zajmowałem się ślubowaniem młodej. O 9 byłem już w balonikowie, była tam już Monika i zaczęliśmy opisywać balony dla dzieciaków. Ledwo zmieściły się w samochodzie, myślałem, że odlecę :D Przygotowaliśmy salę, było pełno jedzenia, balony wisiały pod sufitem. Uroczystość krótka i treściwa, bardzo ładna, dzieciaki dostały upominki od burmistrza. A potem wpadły do sali, zachwycone balonami i poczęstunkiem. Rzeczywiście, rodzinka Hakima częstowała się dość intensywnie... Choć nic nie przyniosła oczywiście. Jeszcze na koniec zostaliśmy obgadać kwestie opłat itp, będzie jazda, jak mi się widzi. Poszliśmy później do domu, nakarmić młodego i ruszyliśmy w tango: do biblioteki po książki, gdzie młoda dostała swoją własną kartę biblioteczną z numerem 580000, czym jarała się nie tylko ona, ale i pani bibliotekarka :D Obiad w Sajgonie i wróciliśmy o 19 do chałupy. Mnie lepiej, ale żona zapada na przeziębienie... Wieczór skończyłem w Winylowej ze Sławkiem, Dziubkiem i jego kolegą Hubertem. Sympatycznie było, dwa piwka i parę nalewek, w domu byłem o 00:30.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz