Pojechałem do pracy na 8 - nie wiem, po co, bo zaczynam dziś 8:50 - w zeszłym tygodniu miałem zastępstwo i się zasugerowałem... Zrobiłem lekcje, wydrukowałem wreszcie rzeczy na tablicę i ledwie żywy po 6p wróciłem do domu. Przez szkołę, bo trzeba było odebrać Kaję, beze mnie nie da rady... Po obiedzie zdrzemnąłem się na 10 minut, ale dobre i tyle. Potem musiałem zrobić zakupy, bo przecież jutro przyjeżdżają teściowie, znowu zero spokoju w weekend. Plus impreza... A tu jeszcze żona narzeka, że jakiś zmarnowany jestem - kurwa, latam jak dzik w te i we w te, z pracy do domu, szkoły itp, kąpię dzieci, ogarniam, wstaję o 6, a ta się dziwi, że jestem jakiś klapnięty! Teraz śpi z młodym, bo ten ryczy, to ja kończę obiad na jutro ile mogę. Bo mało miałem roboty w dzień... A ta zmęczona, bo 3 godziny spaceru zaliczyła. Spaceru kurwa. Chyba zaczynam być sfrustrowany...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz