Zaczęło się. Pobudka przed 7, ogarnięcie małej do szkoły - jakoś poszło, pewnie dlatego, że nastawiona jest bardzo radośnie i pozytywnie. Oby jak najdłużej zostało. Wróciłem, ogarnąłem siebie i pojechałem do pracy - wprawdzie dziś tylko 3 lekcje, ale mocno mnie zmęczyły. 5c dość ciężko się zapowiada, zwłaszcza kilku kolesi, dramat jakiś - na pewno nie będzie gorzej, niż 6p :P Wyszedłem z pracy i skoczyłem na pocztę po akcesoria do wysłania paczek - okazało się, że z trzymiesięczną obsuwą są płyty od Kozaka :P Z bonusem. Wróciłem akurat na obiad zrobiony przez żonę. Miło. Kajka w sumie zadowolona, ale wkrada się pewne zniechęcenie, bo nikogo nie zna, a wyobrażała sobie masę nowych koleżanek natychmiast... Trudno, musi dać trochę czasu. Poszliśmy jeszcze na 'spacer' wysłać paczkę i kupić parę rzeczy... Dzieciaki spać. Ja piszę jeszcze program tej imprezy za tydzień.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz