środa, 11 września 2019

11.09.2019

Na szczęście katechetka dziś przyszła tak, jak powinna. Zdążyłem jeszcze zamienić parę zdań z mamuśkami i spokojnie zdążyłem do pracy. Kiedy zrobiłem lekcje, miałem duże plany, ale niestety, jak zwykle, rodzinka weszła z buta. Zdążyłem obejść prawie całą trasę Słodowiec-Piaski, kiedy zadzwoniła Gosia z histerią: kółko do dupy, jednak zeszło powietrze, nie umie zmontować drugiego wózka, dramat. Miałem jechać na pocztę, ale... Wróciłem do domu - znaczy odebrałem Kajkę ze szkoły, zmontowałem dwa wózki, zaniosłem kółko do naprawy i przemontowałem wszystko do punktu wyjścia... Oczywiście wózek montował się dziecinnie prosto, ale po co spokojnie się rozejrzeć, jak można wpaść w histerię... Na szczęście znalazło się dla mnie coś do jedzenia, bo bym zaczął mordować. Wyrobiłem się na zebranie, ale wszystko znowu było w dzikim biegu. A miało być spokojnie i miło... Zebranie poszło szybko, jeszcze parę rozmów i w sumie w domu byłem nieco po 20. Ogarnięcie dzieciaków i spokój.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz