Upał jest taki, że robią się burze - na szczęście lekko tylko pokropiło rano i tyle. Z tym, że zamiast pojechać na rowerach, ruszyliśmy samochodem, trochę szkoda... Pojechaliśmy na stawy Cietrzewia. Popływaliśmy na kajakach, poszliśmy na plac zabaw, coś zjeść u Malika, na lody i spacer... Wróciliśmy do domu po 17, a młoda się pyta, kiedy idziemy na spacer? Heh, dobra jest :) No nie poszliśmy. Nastąpiła wegetacja i tyle... Próbuję skończyć Służewiec, ale co chwila wyłazi coś więcej i nie jestem w stanie... Może jutro?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz