sobota, 21 lipca 2018

21.07.2018

Wstałem już po 7, bo tyle na głowie... Po śniadaniu ruszyłem po płyty - na mieście pusto, zajęło mi to niecałą godzinkę. Płyt znowu kilkadziesiąt, w życiu tyle w kolejce nie było... Zjadłem szybki obiad i koło 15 ruszyłem do Jonkowa. Po trasie 140, choć pomiędzy Płońskiem, a Nidzicą trafiłem kilku zawalidrogów. Zrobił się wściekły upał. Jak dojechałem już wszyscy siedzieli przy stole: sąsiedzi nawet przyprowadzili swoich gości, świetnie... A Celina przyszła z Pawełkiem - każdy za nim łaził i patrzył na ręce, czy czegoś nie zapieprzy... Niezły jest (z batata? A! To ja nie wiem co to...), bez kitu (w tej zupie jest dużo tłuszczu? Bo ja nie mogę... To zjem śledzia w oleju). Wbrew pozorom impra skończyła się dość szybko, zdążyłem zrobić trzy piwa. Wieczorem za to łeb mi opadał, spać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz