Spokoju to tu nie ma - pobudka koło 8 i od razu napięta atmosfera, że niby jutro egzamin. I awantura, że sam zadzwoniłem do mamy z życzeniami na imieniny - no w sumie mogłem powiedzieć... Zabrałem młodą, mieliśmy jechać na rowerach, ale ona się zaczęła nagle wszystkiego bać, nie wiem, o co chodzi... Pojechaliśmy hondą na Marymont sprawdzić, gdzie są denary, ale tam nie ma - podobno są w Galerii Mokotów... Obeszliśmy sobie trochę Marymont, wróciliśmy na obiad i poszliśmy na spacer wszyscy - Gosia uznała, że musi kupić sobie buty na jutrzejszy egzamin - nie przyszłoby mi to do głowy... Ale spędziliśmy tam 3 godziny, kupiła obuwie plus kilka głupot i wróciliśmy do domu. Sranie jest ostre z powodu egzaminu. Heh.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz