Cały dzień w sumie w biegu, choć zanim się wygrzebaliśmy, było po 11. Najpierw odebrać dowód Gosi, potem na pocztę po pismo z kuratorium o dyplomowaniu, biblioteka i lekarz. W tym czasie poszliśmy z Kajką po samochód i zabrawszy Gosię z przystanku skoczyliśmy do pracy po papiery. Potem obiad w Sajgonie, lody i ruszyłem załatwić swoje sprawy. Odebrałem pakę z empiku, wymieniłem kasę, odebrałem pakę od Wojtka i osiem paczek z poczty, po czym wreszcie wróciłem zahaczając o Hebe. Spakowałem się w 20 minut, włączywszy prasowanie. Młoda trochę szlocha, że wyjeżdżam, ale przecież nie pierwszy raz... i jeszcze Waldek pomylił nazwiska i zamiast Poli D. jest Paulina D. - szlag! Mam nadzieję, że to załatwią...Na wieczór robimy sobie ucztę :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz