piątek, 20 lipca 2018

20.07.2018

O mamo... Trzeba było dopłacić za zgubione chipy jeszcze 30 euro, super. Przyszedł Chory Gregory i dostał w prezencie awanti i pretensje, ale nic go to nie obeszło - tyle, że nas nie odwiózł na lotnisko i sam musiałem się wszystkim zająć. Za co on kasę bierze? Szybko się załadowaliśmy do samolotu i po dwóch godzinkach z bachorem za plecami i śmierdzielem tuż przed, zeszliśmy do lądowania w dzikich podrygach. Lotnisko w Lublinie malutkie, więc się znaleźliśmy szybko. Znalazłem też autokar, okazało się, że Monika chce nas wydymać na to, że do Ząbek jedziemy najpierw. No kurwa jasne! Jeszcze czego! Oczywiście postawiłem na swoim, nie ma, że 13 osób będzie zarządzać 60-cioma. Zatrzymaliśmy się w Maku i dobrnęliśmy do domu o 19:30. Odwiózł mnie oczywiście Pierwszy Kujon w Klasie, za co mu jestem wdzięczny wielce :) Skoczyłem po piwko, rozpakowałem się i ładuję mp3 na zaś. Chwila spokoju...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz