środa, 25 lipca 2018

25.07.2018

Zapewne przyjdzie mi zwariować z moją małżonką, zanim ona zda ten egzamin... Nie mogę już. Po śniadaniu poszliśmy z młodą do biblioteki, a potem do Wola Parku. Żar leje się z nieba, ale spoko, przeszliśmy przez Górce, posiedzieliśmy w parku Ulricha, gapiąc się na skimboardzistów, zrobiliśmy zakupy, zjedliśmy lody... Kupiłem przewodnik po Macedonii, perfum, mała pobawiła się na placyku zabaw i wróciliśmy. Przy okazji decyzja zapadła, że nie jedziemy na weekend do Łodzi - przyjęta z ulgą, bo to w końcu spory koszt. Teściowie rzucili wszystko i pojechali do Niemiec, bo Geoś w słabym stanie... Piszę wreszcie 9 tom.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz