czwartek, 5 lipca 2018

05.07.2018

Rano ruszyliśmy na kajaki - spływ Tanwią był fajny i mało męczący, chociaż ci, którzy wiosłowali uparcie, namęczyli się, bo pływali od brzegu do brzegu - bez sensu. Mnie przypadła Lusia, było relaksująco, musiałem tylko uratować swoje dziewczyny z kłody i Maję z Mikołajem, którzy się na siebie darli, głupie. Po południu dokończyliśmy paraolimpiadę i wreszcie Igor został zabrany przez tatę - i ja i Mateusz nie omieszkaliśmy wspomnieć o jego bluzgach i głupim zachowaniu. Co za gnojek...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz