Wstałem z takim kaszlem, że zdecydowałem, że jednak idę do lekarza. i dobrze. Odprowadziłem młodzież do przedszkola i o 10:45 miałem Tomczaka. Wirusowe zapalenie gardła. Doładował mi leków za 100 zł, świetnie. A jeszcze musiałem jechać do biura edukacji po papier i coś na obiad. Poskanowałem, poporządkowałem i pojechałem do Julesa na zajęcia, bo w końcu mam totalne 0 na koncie :( Wracałem od niego półtorej godziny, bo dzika koleja w lidlu i brak autobusów skutecznie mnie wstrzymał... Okazuje się, że w poniedziałek ma być rada opierdzielająca, dobrze, że mnie nie będzie... I teraz mi głupio, że posłuchałem Marty i wysłałem Ewie tego maila od Ż... Kurde, źle się stało...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz