Mimo, że położyła się koło 23, to młodą podniosło o 7 - dziadek był w kuchni, ona też musiała. Nie przeszkadzało mi to za bardzo, spałem do 9:20 :) Po śniadaniu skoczyliśmy na cmentarz i na rynek po kwiaty i wróciliśmy, bo zaraz miał być obiad u jubilatów. Imprezka się udała - znaczy bez ekscesów, ale naładowałem w siebie tyle, że myślałem, że pęknę... Zrobiliśmy 0,7, weszło jakoś bardzo lekko. Młoda znów poszła spać po 22, my niedługo po niej...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz