Kurde, znowu wstała o 7, bo dziadek już nie śpi. Tym razem Gosia wstała wraz z nią, a ja spałem do 9 :) Było ciemno, brzydko i mokro, po co wstawać? Zaciągnęli mnie do kościoła, gdzie Kajka miała jakiegoś focha, potem kolejnego i jeszcze ze dwa - chyba była niewyspana i nieco głodna, bo nie było wiadomo, o co jej chodzi. Zjedliśmy obiad i pojechaliśmy - jeszcze zdążyłem się zdrzemnąć w międzyczasie :) A młoda siedziała na górze z Hubertem, bo ten miał przepustkę z sanatorium na jeden dzień. Wsiedliśmy do pociągu koło 18 - mówiłem, że to za późno, ale Gosia się uparła, bo dawno nie była w domu i trzy godziny ją zbawią. No i zbawiły - siedzieliśmy w Olsztynku pół godziny, czekając na jakiś sprzęt i w rezultacie w domu znaleźliśmy się o 21:30, a młoda znowu poszła spać po 22, jak ja ją jutro obudzę?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz