piątek, 6 października 2017

06.10.2017

Poturlałem się do pracy - niby miał być wielki korek, ale był dopiero na Trasie AK, to wysiadłem na Metro Marymont i przeszedłem się przez Kaskadę - miło. W pracy nadal nastroje minorowe, choć humor się poprawia po środowej zjebce. Miałem sześć lekcji, wraz z zastępstwem u swoich. Wykończyła mnie jak zwykle 5c, co za beton... Wróciłem do domu przez sklep i bibliotekę, a tu okazało się, że mamy pojechać do Ewy, bo zaprasza. Owszem, przysłała koło północy smsa, że chce pogadać, ale nic o wizycie. To pojechaliśmy po namyśle... Beata była wcześniej, wyszła inwigilowana o współpracowników, więc znowu panika. Ale przyjęła nas miło, przyszła jeszcze Agnes i w sumie, gdyby nie marudząca już, śpiąca mała, to jeszcze byśmy posiedzieli... Nie było żadnych strasznych rzeczy, zbędna panika...  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz