środa, 4 października 2017

04.10.2017

Idę na te dwie lekcje, kończę o 10:30, a oni wymyślają radę po południu... Lekcje oczywiście przefrunęły, przygotowałem trochę się do biegu, ale i tak nie wiadomo, czy dojdzie do skutku. Wracając do domu zajrzałem do sklepu, a w domu zacząłem rzeźbić w raporcie i zrobiłem obiad. Do NA dodzwoniłem się za chyba 20stym razem, jedną ręką jadłem, drugą nanosiłem zmiany, trzecią rozmawiałem z panią z biura. I tak mam pieprzony niedomiar - wydałem za mało pieniędzy... Kurna, co? Ledwo zdążyłem na radę, a tam opieprz za marazm i brak chęci do pracy... Ups. Wymieniła kilka osób, które jeszcze coś robią (w tym my - mam nadzieję, że to przełoży się na nagrodę za tydzień... Bo jestem już na zerze), reszta zbiera opieprz... Mała siedzi z nami, bo wróciły ze szpitala - palec zagojony, można tylko plasterkować, ale goić się będzie jeszcze kilka miesięcy. Świetnie. Moim palcom nieco lepiej, ale też się zastanawiam, czy mi serdeczny paznokieć nie zejdzie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz