środa, 25 października 2017

25.10.2017

Ledwo się wyrobiłem, bo przecież najlepiej czegoś zapomnieć i kazać mi szukać tam, gdzie tego nie ma... I jeszcze się obrazić. Damn. Od rana zimno i leje, jest obrzydliwie. Dwie lekcje przeleciały błyskiem, miałem od razu lecieć do biura edukacji, ale szukałem muzyczki i drukowałem jeszcze szkic raportu - Agnes się doczytała i dobrze, bo bym latał dwa razy. No to poleciałem, papiery oddałem, wróciłem przez Daszyńskiego. W domu zrobiłem obiad, poszedłem po młodą i po sok do sklepu. Leje. Popołudnie minęło leniwie, wieczorem piszę Moko. Mam wrażenie, że zaczynam zapalenie krtani. Bosko. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz