Zaczynam ledwo wstawać rano... Pojechałem rzeźbić ten Bieg Niepodległości, baby mnie zaczęły wkurzać, bo wszystko źle: za daleko, za dużo biegania, trzeba iść, o rany, ale do dupy, połóżmy się i umrzyjmy... Na szczęście miałem okienko, bo Kasia sobie poszła, więc ogarnąłem. Wyszliśmy na spacer i bez pośpiechu zaliczyliśmy trzy bazy z pięciu - wystarczy. Pogadaliśmy sobie, pośmialiśmy się, fajny spacer. Końcówka była pod pomnikiem z udziałem dyrekcji, wprawdzie prowizorka, ale co tam. Swoich wcześniej ostrzegłem, że mają mi nie wracać, bo moje okienka zostały zajęte na bieg i nic nie zjadłem przed zajęciami. Więc pojechałem po dwie ostatnie paczki, zjadłem w Sphinxie (coraz drożej tam jest!) i poszedłem pieszo do Zosi. No i ok. Nie mogę ściągnąć tego papierka do raportu, bo jest jakiś błąd kolejny dzień... Co za gówno. I może już skończyłem Żoliborz :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz