Ja pierdolę, co za głupota... Żona obudziła mnie koło 2-giej, bo ją boli serce. I smędziła mi na temat wczorajszej rady dobre pół godziny, zanim nie wzięła za moją radą czegoś na uspokojenie i dała mi wreszcie spokój. Może Ewa nie załatwiła tego tak, jak powinna, ale nie widzę powodu do takiej histerii... Rano obrobiłem małą i siebie, choć spałem pół godziny dłużej, bo oboje mamy na później :) Zanim wyszedłem do pracy zadzwoniłem jeszcze do NA, umyłem część łazienki i dopłynąłem w deszczu do pracy. Tam echa po wczorajszym dość smętne :P Ale mam w dupie. Zrobiłem lekcje, lało, więc nie poszliśmy na bieg, tylko trzeba było trzepać normalne lekcje. Po lekcjach wróciłem odebrać małą - co to jest, że nie płaci się za godziny w przedszkolu, ale za wrzesień wyszło mi prawie 300 zł? Wyjąłem z bankomatu kasę i już piątego jestem na debecie. Dramat i rozpacz. Kuba przeziębiony, więc w spokoju obejrzałem mecz: Polska-Armenia 6:1! Gosia nie oglądała, bo ponad dwie godziny wisiała na telefonie, omawiając sytuację. Dziwię się, że jej mózg nie wybuchł. A palec nadal mnie boli, choć może nieco mniej...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz