czwartek, 29 grudnia 2016

29.12.2016

Wstałem o 6, żeby się do lekarza dostać. Byłem tam 6:23 i tak byłem drugi. A tuż przed otwarciem wlazł koleś z legitymacją honorowego krwiodawcy, wbił się na pierwszego i... zapisał dziecko. Trochę się nasłuchał. Po powrocie do domu okazało się, że młoda leży już u nas i zdążyłem się położyć, a ona 'kaszki!'. Cholera. Zjadła, walnęła się na moim miejscu i zasnęła. I tak sobie jeszcze przez godzinę obie spały, co to ma być? Wreszcie, już nieźle głodny, zacząłem tłuc garami, zmywać i robić śniadanie, to wreszcie wstały... Później zakupy, wyprodukowałem sos do obiadu, poszedłem do lekarza i wróciłem zjeść. Próbowałem się zapisać do urologa, ale nikt nie odbiera, więc chyba pójdę prywatnie... Po obiedzie wybyliśmy na spacer Traktem Królewskim, przeszliśmy od placu Zamkowego całe Krakowskie, podjechaliśmy autobusem do placu Na Rozdrożu i zeszliśmy Agrykoli do Torwaru. Jest pięknie. A wieczorem względny spokój.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz