piątek, 2 grudnia 2016

02.12.2016

Sypało całą noc, a Kajka miała taką radochę z tego śniegu, że szliśmy do przedszkola ze 20 minut... :) I tak byliśmy wcześnie. Zrobiłem lekcje i jedno zastępstwo, co się naszarpałem z nim, to moje. Marta kazała mi iść z nimi na basen i siedzieć. Magda mówi, że nie, bo ona idzie do swoich, którzy już tam są. Ja mam iść na salę z niepływającymi. Ok, to idę - sala zajęta. Szlag mnie trafił, mam robić wf na korytarzu? Bez przyrządów, w jeansach i ciężkich butach? Cholera, wziąłem dzieciaki i poszliśmy na śnieg. Całą godzinę latali jak szaleni, wf był przedni :) Potem kurs po pakę, obiad w Arkadii i zajęcia z Kajtem. Po powrocie chciałem zabrać młodą na sanki, ale okazało się, że z Kazikiem lepiła bałwana, po czym wlazła w wielką kałużę i wszystko ma mokre. Rozpacz była, ale trudno...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz