piątek, 23 grudnia 2016

22.12.2016

Podniosłem się - młoda wylądowała u nas tuż po północy, co niespecjalnie przyjąłem do świadomości. Pojechałem do pracy i zrobiłem swoje, włącznie z prawie godzinną rozmową z panią Moniką. Na szczęście wyszła zachwycona - przynajmniej tak wyglądała. Zajęcia dodatkowe miałem odwołane, a czas skrzętnie wykorzystałem na zrobienie zakupów prezentowych i odebranie paki z poczty. Do domu wróciłem sobie na piechotę, bardzo sympatyczny spacer, choć zakończony przy Radziwie, bo raz, że zaplątałem się w te uliczki, dwa, że oczywiście moja żona musiała mieć tysiąc spraw w trakcie i musiałem wejść do sklepu. Kajka położyła się dopiero po 21, my może zaraz to zrobimy. Nie daję rady, znowu trzeba biec...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz