sobota, 10 grudnia 2016

10.12.2016

Pomijając pobudkę o 3:30, spaliśmy do 7:20... Super. Po śniadaniu Gosia zrobiła tort i ciasto na babeczki i ruszyła na masaż. Ja je zrobiłem, młoda bardzo ładnie się bawiła, czasem ze mną, czasem sama, zjadła zupę i w zasadzie dopiero po przyjeździe żony zaczęło jej odwalać. Była taka wnerwiająca, że ledwo szło z nią wytrzymać. Jęczała, przedrzeźniała, biegała, wrzeszczała - to chyba taka podnieta przed jutrem... Jeszcze po skokach (Stoch i Kot znowu 4 i 5...) poszedłem po zakupy, na szczęście mało kosztowne. Jeszcze tylko sernik i babka cytrynowa i tyle. Mamy tyle tobołów na jutro, że szok.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz