piątek, 9 grudnia 2016

09.12.2016

Pobudka o 5:40 to moje marzenie... Ledwo zdążyłem na ten konkurs świąteczny, wpadłem w ostatniej chwili, a i tak atmosfera była już napięta... No nic, do 11 obejrzeliśmy kilkadziesiąt mniej lub bardziej beznadziejnych występów - że też ludzie nie wstydzą się puszczać na takie konkursy zupełnie nieprzygotowanych dzieci, masakra i strata czasu. Ale udało nam się wybrać jakieś lepsze "wykony". Wracałem przez empik i pocztę - cztery paki płyt, ledwo doniosłem do domu. Już, już miałem się zabierać za ich rozpakowanie, a tu... piknięcie domofonu - Gosia wraca. A miała jechać do Decathlonu! Dostała boleści miesięcznych w pracy i wywalili ją z rady do domu, ale... zanim dojechała, zdążyło jej przejść, dzięki czemu wałkoniła się całe popołudnie. Teraz za to się znowu zwija. Rada minęła szybko, bez ekscesów, ale musiałem Łukasza doprowadzić do pionu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz