Jakoś się rano grzebałem, że odprowadziłem małą z 10 minut później, przez co znowu o mało się nie spóźniłem. Smog dziś dziki. Zrobiłem lekcje - choć trzy, to jednak dość męczące. Poza tym poumawiałem się jak trzeba, tylko poczta mi zwariowała i nie mogłem wysłać poprawionego raportu w załączniku - wkleiłem go do maila, ale to trochę porażka... No i po wszystkim zaszedłem po Kebab Kinga po żarcie, zjedliśmy na biegu i o mało nie spóźniliśmy na Radexa. Młoda padła w autobusie, a my telepaliśmy się cztery godziny, zanim wyjechaliśmy, zanim przejechaliśmy te wykopki... A jeszcze Gosia zapomniała kaszki i w ostatniej sekundzie wpadliśmy do stokrotki. Piwko i spać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz