piątek, 4 listopada 2016

04.11.2016

Znowu wczesna pobudka, ale dałem jakoś radę. Podniosłem się, odprowadziłem Kajkę (pokasłującą!) do przedszkola, miałem chwilę dla siebie i ruszyłem do pracy. Mimo najtrudniejszych grup w tygodniu, dałem radę i jakoś poszło. Potem poszedłem na obiad i w sumie mało było czasu, bo od razu musiałem ruszyć do Kajtka. A od niego w tramwaj i autobus - do sali zabaw dotarłem po godzinie i w sumie nie szkodzi, bo siedzenie z mamuśkami i gadanie o dzieciach nie jest bardzo fajne... To znaczy było nawet miło, ale... Wróciłem z mamą Jerzyka, popełniając gafę za gafą... Przeprowadziłem ją bocznymi drogami, zamiast główną i pochwaliłem się niechcący, ze znam całą jej dyrekcję... Atmosfera siadła :P Poczywam.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz