Ta 6 rano to koszmar... Zebrałem się i poszedłem do pracy, na dyżur przed lekcjami. Te sześć godzin jakoś szybko mija, nawet, jeśli mam te pięć dyżurów. A po lekcjach bieg. Spotkanie z mamą Amka, pędem na obiad, pędem do Michała, pędem na radę. I telefon od mamy Julki, że na treningu awaria - co to za głupoty oni robią? Po radzie poszliśmy odebrać zegarek od grawera - beznadziejnie to wygląda... Powrót do domu zwolnić mamę, szybka produkcja laurki dla babci i ciągle coś...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz